sobota, 21 listopada 2009
Zniknięte miejsca.
Post będzie z tych refleksyjnych. Wycieram różne kąty Warszawy, trwonię zdrowie i czas w różnych mniej lub bardziej przyjaznych miejscach już blisko 5 lat. Mało to albo dużo, nie wiem. Piąta część życia ostatecznie. I taka refleksja mnie w środku nocy trafiła, że dwóch z tych miejsc już nie ma. Jedno się zamknęło, drugie w niejasnych okolicznościach poszło z dymem. Jedno się reaktywowało w nieco zmienionej formie, drugie za chwilę wypłynie w nowym miejscu. I niestety muszę tutaj powiedzieć, że to nie będzie już to samo. Chyba, że poświęcę kolejnych pięć lat na wydeptywanie ścieżek w te nowe miejsca. I przez kolejnych 5 lat będę się tam upijał, zakochiwał, poznawał nowych ludzi, kończył znajomości niewarte kontynuowania, robił z siebie durnia, przeżywał wzruszenia, słuchał dobrej muzyki, czy po prostu 'w wolnych chwilach spędzał czas'. Być może to znak, że czas skończyć studia, dorosnąć albo coś jeszcze gorszego. Przeprowadzałem się kilkakrotnie w obrębie Warszawy, zmieniając często dość radykalnie okolice. Robiłem zakupy w innych sklepach, jeździłem innymi windami, nie poznawałem sąsiadów w coraz nowszych miejscach, zasypiałem w autobusach innych linii nocnych, grzałem tyłek w innych parkach i ogrodach, zapraszałem kolegów na piweczko i ze zmiennym szczęściem dziewczęta do nowych mieszkań. Nigdy jednak nie odczuwałem tak tych zmian, jak faktu że z mapy nocnej Warszawy zniknęły dwa cholernie istotne miejsca. Zostało na szczęście jeszcze przynajmniej jedno. I niech trwa.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz