wtorek, 22 września 2009

Widoki są raczej nieciekawe.

Wiadomo powszechnie, że tarasy widokowe są po to żeby złapać dziewczynę za to co pod ręką akurat albo popatrzeć na widoki. Pierwsze się zgadza, bo na tarasie (tak to chyba można nazwać) na Starym Mieście (Brzozowa, orient!) spotkałem masę par, co ich widoki obchodziły średnio. Przyszedłem też przypomnieć sobie na co tam jest widok (bo ostatnio też nie to miałem w głowie).

Otóż widok jest na zupełnie nic ciekawego, chyba że ktoś lubi patrzeć jak samochody dostojnie oczekują powrotu kierowcy i/lub pasażerów.

O taki:

Bez sensu, ale co zrobić? Dziewczynę pochytać...

Panie Janeczku, panie Janeczku!

Pani mówi do Pana. Słońce grzeje, Pani ma chrypkę, 50 lat z groszami i klapki. Pan najpierw udaje, że nie słyszy i w myślach liczy drobne które ma w kieszeni.

"- Panie Janeczku!
- ...
- Panie Janeczku!
- A dzień dobry, dzień dobry!
- Panie Janeczku, urodziło się!
- Co?
- Słoń w karafce.
- ..."

Lubię Warszawę.

Whose that lipstick...

Toaleta klubu Mandala, który niniejszym debiutuje tutaj, a który zasługuje w zasadzie na osobny blog smutno-śmieszny, alkoholowy w każdym razie.

Ktoś zostawił i nie wiem czemu, ale mi się to spodobało bardzo.

Akademik tam.

"Akademik tam!". Tam, czyli na Muranowie. Czyli bardzo blisko. Napis znajduje się na budynku przy ulicy Nalewki. W każdym razie jest dobry. Jeśli to studenci, to tak jak ich nienawidzę, tak tu mi zaimponowali trochę.

wtorek, 15 września 2009

Skwer Alojzego Pawełka, czyli jak zabłądziłem w drodze do LWW.

W ostatni piątek szedłem sobie do LWW. Odkąd mieszkam bardziej na północy, chodzę najczęściej ulicą Karolkową, która nie jest najciekawszym miejscem Warszawy jakie dane mi było zobaczyć. Toteż z niewielkim zapasem czasu postanowiłem sobie pójść inaczej i odbiłem w ulicę Szarych Szeregów. Szedłem, szedłem i szedłem. Trasa, która miała być skrótem - okazała się drogą zupełnie na okrągło. Ale! Pooglądałem sobie miejsca, których nigdy nie widziałem. I okazuje się, że między terenami pokolejowymi, a hałaśliwą ulicą Kasprzaka znajduje się cicha, zielona wysepka. Z sympatycznymi - na pierwszy rzut oka - budynkami i zupełnie uroczym skwerem Alojzego Pawełka. Alojzy Pawełek to był lekarz i jeden z pionierów polskiego skautingu. Dlatego też 20 lat temu ten uroczy skrawek zielonej Warszawy otrzymał jego imię.

Zdjęcia nie mam, bo zapas się okazał za mały (czasu w sensie) i pędziłem jak głupi na próbę, co to i tak się zaczynała 30 minut później niż myślałem.

poniedziałek, 7 września 2009

Bar Gdański, ulica Andersa.

"Pisałam o nich pracę na studiach. Wszystkie znam bardzo dobrze. Moim faworytem zawsze była Złota Kurka przy placu Konstytucji. Chodziłam tam do biblioteki uczyć się do egzaminów i zawsze wpadałam na obiad. Jadłam same dodatki. Marchewka z groszkiem i ziemniaki z tłuszczem. Bary to w ogóle fenomen. Do tych w Centrum przychodzą nie tylko emeryci i menele, ale i krawaciarze na lunche,. Teraz chodzę do nich bardzo rzadko. To raczej fascynacja z czasów studenckich."

Yga Kostrzewa, w ramach cyklu "Moje miasto", na łamach Akitivista.

Za około rok będę musiał wybrać między menelstwem, emeryturą i biznesem jeśli mam zamiar dalej chodzić po mleczakach. Albo zostać Ygą Kostrzewą i się ekscytować.

W każdym razie dzisiaj poszedłem w najzdrowszej fascynacji, bo wiedziony zwykłym głodem (neutralnym ideologicznie) do Baru Gdańskiego na ulicy Andersa. Zjadłem naleśniki z serem i krupnik, a jak wychodziłem to warknął na mnie jakiś pan z brodą i metalowymi kubkami.

niedziela, 6 września 2009

Skwer Zygielbojma

Z racji bliskości oglądam go od tygodnia codziennie. I nie chodzi o pomnik, ani o historię. Zupełnie chodzi o teraźniejszość. Otóż ktoś zastosował takie rozwiązania komunikacyjne, że teraz średnio 2-3 razy dziennie słychać trąbienie, ewentualnie awanturę ("jak jedziesz tępy chuju"). Folklor drogowy jaksiemasz.

Pałac Teppera-Dückerta

Długa 38/40. Pałac jak pałac. Siedziba Biura Praw Pacjenta przy Ministerstwie Zdrowia. Interesujące za to są figurki Czterech Wiatrów (stąd druga nazwa pałacu - Pod Czterema Wiatrami).



I to jest zabawne w kontekście tego, co znajduje się w tym budynku. Otóż rzeźby te mają miny 'nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem', a w dodatku skrzydła na plecach sygnalizujące gotowość do zrywki w każdej chwili. W siną dal. A ten na drugim zdjęciu nabrał wody w usta.

Pacjenci muszą wchodzić bardzo pewni siebie.

Warszawa w niedziele należy do turystów.

I to jeszcze jeden powód, dla którego nie jest to fajny dzień.

Poszedłem dzisiaj koło południa do bistro przy hotelu europejskim tak poza tym. Nikogo nie było w środku. To ja pytam gdzie są ci bohaterzy alkoholowej Warszawy?

sobota, 5 września 2009

Plac Zabaw. Agrykola.

Chociaż to nie pierwszy sezon tego miejsca, trafiłem tam po raz pierwszy w tym roku. I muszę przyznać, że żałuję poprzednich, przegapionych lat. Los rzucił mnie na Powiśle i wcześniej czy później musiałem tam trafić. Mekka lekko dziabniętych rowerzystów, spacerowiczów i osób które 'muszą do lasu', a nie mają czasu. No i tych, co lubią poleżeć na leżakach, przytulić piwo Okocim, rzucić frisbee itd...

Miejsce znajduje się przy samej Trasie Ł, u stóp Zamku Ujazdowskiego. Oferuje dość dużą swobodę i miłe miejsce, żeby przycupnąć po wędrówce lub jeździe rowerem. Wiadomo, w nocy chłodno (a teraz to już zupełnie..), ale od czego jest bar? Pojawiają się tam bardzo różni zawodnicy i zawodniczki, wśród których można spotkać pijaniutkiego draba o złotym sercu i niesamowitych historiach, "popularnych warszawskich artystów" i kogo tam jeszcze... Szkoda, że jesień zaraz (dziwkaszmata) i trzeba będzie czekać do, jak mniemam, kolejnego czerwca, ech..

Najfajniejsza ławka w Warszawie.

W zasadzie ława, z kamienia. Tak naprawdę to dwie, bliźniacze. Ulica Marszałkowska, nad Trasą Ł. Fajnie jest kiedy słoneczko poświeci od rana, a potem można usiąść, odpocząć po długim spacerze tuitam. Grzać dupsko i czekać na towarzyszkę kinowych wzruszeń przy "filmie cudownym".

Bohaterka bardzo dobrego klipu.

Restauracja HEKTOR.

Hektor - bohater trojański i wogóle.

Hektor - restauracja przy ulicy Świętokrzyskiej.

Zaprowadzony tam lat temu trzy (+/-) przez kol. Myszona myślałem, że idziemy do jakiejś srogiej speluny, gdzie będę bał się usiąść, nie mówiąc o zamawianiu czegokolwiek do jedzenia. Okazało się, że jest bardzo miło bo i piwko tanie i jedzenie... No właśnie. Jedzenie!

Gdyby słuchać Roberta Makłowicza we wszystkim, czego naucza byłbym człowiekiem smutnym i nudnym, bo człowiek którego ulubionym posiłkiem jest schabowy z ziemniakami to ponoć jest trefny jakiś... W dupie to mam! Schabowe 4 life. A zamówienie schabowego w Hektorze to jest przygoda nie lada. Najpierw trzeba się naprężyć mocno, żeby jedna z dwóch kelnerek wyłuskała człowieka z tłumu i przyjęła zamówienie. A tłumy tam są konkretne, bo jeść tam chodzą marynarze, czyli pracownicy biurowi z pobliskich biurowców. Zamówienie złożone, piwko wjeżdża dość szybko i jest czas żeby poobserwować potok ludzi ciągnący Świętokrzyską w obie strony, w poprzek i gdzie tam jeszcze sobie wymyślą.

A potem wchodzi największy schabowy w mieście. I jeden z lepszych.

Amen.

ps
spostrzegawczy Harry zwrócił mi uwagę, że pierwszy raz poszedłem tam w towarzystwie Myszona owszem, ale i w jego :)

Co, jak i po co.

To z całą pewnością nie będzie pierwszy tego typu blog. Ani jedyny. Ani ostatni pewnie też nie. Temat szlajania się, docierania, odkrywania i wesołych/smutnych zaskoczeń będzie się zawsze pojawiał i zawsze o tym ktoś będzie chciał napisać. To i ja sobie, prawda, popiszę.

Będzie o miejscach, w których spałem, jadłem, piłem oraz miejscach które w jakikolwiek sposób zapadły mi w pamięć.

I to nie jest turystyka miejska. Wstyd to kraść, ale turystą być to też nie najlepiej.