Hektor - bohater trojański i wogóle.
Hektor - restauracja przy ulicy Świętokrzyskiej.
Zaprowadzony tam lat temu trzy (+/-) przez kol. Myszona myślałem, że idziemy do jakiejś srogiej speluny, gdzie będę bał się usiąść, nie mówiąc o zamawianiu czegokolwiek do jedzenia. Okazało się, że jest bardzo miło bo i piwko tanie i jedzenie... No właśnie. Jedzenie!
Gdyby słuchać Roberta Makłowicza we wszystkim, czego naucza byłbym człowiekiem smutnym i nudnym, bo człowiek którego ulubionym posiłkiem jest schabowy z ziemniakami to ponoć jest trefny jakiś... W dupie to mam! Schabowe 4 life. A zamówienie schabowego w Hektorze to jest przygoda nie lada. Najpierw trzeba się naprężyć mocno, żeby jedna z dwóch kelnerek wyłuskała człowieka z tłumu i przyjęła zamówienie. A tłumy tam są konkretne, bo jeść tam chodzą marynarze, czyli pracownicy biurowi z pobliskich biurowców. Zamówienie złożone, piwko wjeżdża dość szybko i jest czas żeby poobserwować potok ludzi ciągnący Świętokrzyską w obie strony, w poprzek i gdzie tam jeszcze sobie wymyślą.
A potem wchodzi największy schabowy w mieście. I jeden z lepszych.
Amen.
ps
spostrzegawczy Harry zwrócił mi uwagę, że pierwszy raz poszedłem tam w towarzystwie Myszona owszem, ale i w jego :)
sobota, 5 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
a dlaczego 'marynarze' ?
OdpowiedzUsuń'nie zna życia, kto nie służył w marynarce' :)
OdpowiedzUsuńSchabowy jest gigantyczny, ale najlepsze na świecie są kotleciki serowe z sosem tatarskim, frytkami i sróweczką :)
OdpowiedzUsuńA kiedyś jak byłem w Hektorze z koleżanka to jeden pan anestezjolog z Bostonu chciał mi oddać połowe swojego schabowego :)
O tak! Kotleciki serowe też jadłem. A jeden nasz kolego, to po prostu jak nie daje rady zjeść to prosi o zapakowanie na wynos.
OdpowiedzUsuń