poniedziałek, 7 września 2009

Bar Gdański, ulica Andersa.

"Pisałam o nich pracę na studiach. Wszystkie znam bardzo dobrze. Moim faworytem zawsze była Złota Kurka przy placu Konstytucji. Chodziłam tam do biblioteki uczyć się do egzaminów i zawsze wpadałam na obiad. Jadłam same dodatki. Marchewka z groszkiem i ziemniaki z tłuszczem. Bary to w ogóle fenomen. Do tych w Centrum przychodzą nie tylko emeryci i menele, ale i krawaciarze na lunche,. Teraz chodzę do nich bardzo rzadko. To raczej fascynacja z czasów studenckich."

Yga Kostrzewa, w ramach cyklu "Moje miasto", na łamach Akitivista.

Za około rok będę musiał wybrać między menelstwem, emeryturą i biznesem jeśli mam zamiar dalej chodzić po mleczakach. Albo zostać Ygą Kostrzewą i się ekscytować.

W każdym razie dzisiaj poszedłem w najzdrowszej fascynacji, bo wiedziony zwykłym głodem (neutralnym ideologicznie) do Baru Gdańskiego na ulicy Andersa. Zjadłem naleśniki z serem i krupnik, a jak wychodziłem to warknął na mnie jakiś pan z brodą i metalowymi kubkami.

3 komentarze:

  1. mam tego A!
    nawet o audioriver pisali tam dwa texty pisane!
    swoją drogą, pisać pracę o zanikających już barach mlecznych, to dopiero sztuka :D ile się człowiek nachodzić musi, najeść.

    OdpowiedzUsuń
  2. raz bylem w barze mlecznym na nowym swiecie i zjadlem dwa dania i sie kooompletnie nie jajadlem.ba,nawt nie poczulem.ale ja to pasibrzuch jestem.
    a czemu ten pan warknąu ?

    OdpowiedzUsuń
  3. aha,i powinno byc 10 wrzesnia,a nie wrzesien :]

    OdpowiedzUsuń